„W imię Pana”

Niektórzy badacze tłumaczą, że mamy tu do czynienia ze zjawiskiem, w którym pod wpływem powstałej podczas chuchnięcia wilgoci na mieczu uwidaczniał się wzór, przypominający węża, sprawiając tym samym wrażenie, że z pochwy wypełza wąż. Ów przypominający węża wzór na ostrzach mieczy zastąpiono w końcu inkrustowanymi, żelaznymi literami i symbolami oraz chrześcijańskimi wyrażeniami typu: In Nomine Domini („W imię Pana”). Ten niezwykły dowód archeologiczny, dotyczący pojawienia się węży we wzornictwie pochodzących z V wieku mieczy, idealnie wpasowuje się w czasy Artura. Jako Pendragon albo inaczej Główny/Naczelny Smoczy Władca, Artur zapewne występowałby z takim właśnie atrybutem, a we wspomnianych wcześniej opowieściach pojawiają się także tekstowe nawiązania do jego legendy. Czy możliwe, aby legendy o Arturze i jego wężowych czy też smoczych mieczach oparte były na autentycznych zdarzeniach?
W ten oto sposób powracam do punktu wyjścia, czyli owej dawnej nocy mego pierwszego wtajemniczenia i do miecza, który mi wówczas wręczono, a który jest dziś znów w rękach związku. Miał on prawie pięć stóp długości i złotą głowicę, wokół której wiły się smoki. Kiedy obracało się ów miecz ku światłu, na jego błyszczącym, srebrnym ostrzu ukazywał się śliczny wzór dwóch splecionych ze sobą węży, których głowy coraz bardziej zbliżały się ku sobie, podążając w kierunku sztychu. Jako narzędzie walki, miecz towarzyszył człowiekowi przez ponad cztery tysiące lat. W tej właśnie funkcji przedostał się on do, mogących pozwolić sobie na taki luksus, elitarnych kręgów wojowników. Symbolika mądrości, mocy i oświecenia wtopiła się w używaną do jego produkcji stal, dokładnie tak samo, jak on sam wtopił się w mity i baśnie będące w istocie opowieściami o wewnętrznym świetle. Świetlisty miecz od stuleci aż po dziś w symboliczny sposób wykorzystywany jest przez tajne stowarzyszenia, tworząc tym samym więź pomiędzy człowiekiem współczesności i człowiekiem zamierzchłej przeszłości.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Byli w stanie tworzyć cudowne wzory na ostrzach wykonywanych przez siebie mieczy

W okresie od V do X w. n.e., czyli w przybliżeniu w czasach Króla Artura, miecznicy do tego stopnia opanowali technikę obróbki struktur wielowarstwowych, że byli w stanie tworzyć cudowne wzory na ostrzach wykonywanych przez siebie mieczy. Metoda ta przetrwała w zupełnie niezmienionej formie aż do XX wieku, czego dowodem są powszechnie używane przez nazistów sztylety. Przyczyną powstawania wspomnianych wzorów jest różna zawartość pierwiastków śladowych w poszczególnych prętach, co w efekcie prowadzi do tego, że na mieczu widoczne są różne odcienie metalu. Pręty te są równomiernie skręcane na odcinku ostrza, tworząc efekt spiralny. Produkcja tego rodzaju „skręconych” mieczy sięga czasów tak odległych, jak I wiek p.n.e., czyli końcowej fazy okresu lateńskiego, jednakże ich popularność znacznie wzrasta od III-V wieku, a więc dokładnie w początkach czasów arturiańskich. Będący sekretarzem Teodoryka Kasjodor w 520 roku n.e. wystosował do północnogermańskiego plemienia list dotyczący otrzymanych od niego mieczy, w którym wychwalał on umiejętności jego mieczników, a w szczególności zachwycał się różnymi odcieniami i kolorami, widocznymi na ostrzach, które jego zdaniem przypominały „maleńkie węże”.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Pierwsze miecze pojawiły się około czterech tysięcy lat temu

Natychmiast stały się najpopularniejszą bronią, po którą sięgali wojownicy. Współczesne badania metalurgiczne pokazały, jak począwszy od 500 roku p.n.e. w celtyckim rzemiośle dochodziło do ulepszania mieczy w wyniku zastosowania wielowarstwowych struktur metalowych. Stąd też w pełni zrozumiała jest ważna rola, jaką zajmowały kuźnie w legendach i folklorze, gdyż  do wyprodukowania w nich takich właśnie mieczy potrzeba było nie lada umiejętności. Wykonywano je poprzez zespalanie ze sobą kilku prętów, w wyniku czego dochodziło do połączenia się ze sobą różnych warstw metali. Następnie zespolone w ten sposób pręty rozgrzewano i wykuwano z nich pożądany kształt. Produkcja mieczy była niezmiernie trudnym zadaniem. Dla zwiększenia twardości wprowadzono mniejsze pręty, które nawę- glano (ulepszonym węglem). Uzyskaną w ten sposób stal, czyli stop żelaza z niewielką domieszką węgla, używano na krawędziach ostrza, ponieważ była ona mocniejsza i lepiej wypełniała swe zadanie.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Podobieństwo pomiędzy opowieściami o mieczu Artura a pewną chińską legendą

Występujący w niej Wu Tzuhsu, bohater z VI w. p.n.e., również wrzuca swój miecz do rzeki: Wyskoczył on niczym świetlisty duch, pobłyskując jasnym światłem, a następnie po trzykroć zanurzył się i wynurzył z wody, rozpryskując ją z wielką siłą, po czym wzniósł się nad jej powierzchnię. Bóg rzeki usłyszał trzask mieczy szalejąc, zawirował on w spienionych otchłaniach wód. Unoszące się na falach smoki wyskoczyły z wody. Bóg rzeki pojawił się, trzymając
miecz w swej dłoni i przerażony polecił Wu Tzu-hsu wziąć go z powrotem. (Mair 1983, 141 i 286)
Jest wręcz niemożliwe, aby ta pochodząca z VIII w. opowieść była inną historią, niż opowieść o mieczu przedstawiona przez Malory’ego. W Chinach istniały legendy o wielkich mieczach, takich jak Smoczy Skok i inne, które wskakiwały do wody, wzburzonej przez kotłujące się w jej przestworzach smoki. Miecz Wu Tsu-hsu jest również nazywany Smoczym Skokiem. Czy dysponujemy jednak jakimiś archeologicznymi dowodami na istnienie prawdziwego miecza, bądź też mieczy, w których dopatrywano by się węża?

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn